Proszę Państwa, stało się.
W związku z tym, że serwis, z którego korzystam, powolutku przestaje być dla mnie wygodny (co nie znaczy, że jest badziewny, to ja się zmieniam i mam inne potrzeby :P), następują przenosiny na Wordpressa. Tutaj macie link:
http://newshadowlife.wordpress.com/
Nazwa taka, bo „Shadowlife” było już zajęte”. :P Poza tym chcę nieco zreorganizować bloga, chcę inaczej pisać, wrzucać różne rzeczy, także uważam, że ta nazwa jest odpowiednia.
Zostawiam tego bloga dla archiwum.
Zapraszam do czytania nowych notek na New Shadowlife J
Wasza
Cathryn
Tagi: cathryn, shadowlife
skomentuj (0)
Mam problem - wczoraj obejrzałam "Marzyciela" i nie wiem, co o nim sądzić.
W pierwszej chwili byłam zachwycona – fajne żarty, Depp przeszedł samego siebie, muzyka, widoczki, Kate Winslet, długie włosy Kate Winslet (aż jej pozazdrościłam – też takie będę miała!)… Film mnie powalił. To było najlepiej spędzone 1,5 godziny wczoraj. A potem… Zaczęłam się zastanawiać. Bo film musi mieć jakieś wady (chociaż mi większość rzeczy się podoba). I wiecie, do czego doszłam? A do tego, że jedna rzecz mi się nie podobała. Postawa „wiecznego chłopca”. I tu leży pies pogrzebany! Nie znoszę tego typu ludzi!!!
Dla mnie facet musi być dojrzały. Może bujać w obłokach, ale nie w takim stopniu, jak to było pokazane. Co widzę takich, to mi się słabo robi. I to mnie cały czas bolało podczas seansu, a nie wiedziałam z początku, co – główny bohater. Sam koncept filmu sprawił, że później chodziłam podkurwiona. _^_ Nie mogę, nie nadaję się na krytyka filmowego – tępię głównego bohatera. ^^’ Ale mimo wszystko doceniam to, co zrobili twórcy – widoczki, przedstawienie, muzykę (zasłużony Oscar)… Tylko mam problem, bo nie umiem jednoznacznie powiedzieć, czy ten film jest fajny, czy nie.
Wasza
Cath
Nie udało mi się tej akcji pociągnąć cały tydzień, ale chyba darujecie. Zwłaszcza, że i tak dostarczyłam Wam moc wrażeń :P
Co mam na myśli?
Kojarzycie (część z Was na pewno) te dziwne wpisy na profilu na fejsie. Już na blogu nie chciałam ich zamieszczać, bo byście się pewnie szybciej zorientowali, co się dzieje. Te wpisy o m.in. miłości, pewnych badaniach (_^_), porzuceniu, etc. Części z Was się to podobało, część z Was do dzisiaj jest święcie oburzona (xD), a część się mnie pyta – skąd to wytrzasnęłam?
Tutaj przykładowy fragment:
"Wielką przyjemność sprawia mi delikatne palenie papierosa i patrzenie, jak rozwiewa się dym w powietrzu. Tak rozwiało się wszystko, co było i jest dla mnie ważne. Tak rozwiewa się rozkosz, chociaż ledwo już pamiętam, jak to jest oglądać jej ulotnienie się. Tak rozwiewają się marzenia, sny, myśli, plany... I ty. Widzę cię w tym dymie. Nie powinno cię tam być. Bóg mnie każe. Albo wręcz przeciwnie, nagradza za to, ze się szybko od ciebie uwolniłam."
Jeśli macie czas, przeczytajcie to raz, drugi, trzeci… Nie kojarzy Wam się z czymś?
Albo jeszcze lepszy fragment, który wywołał masę protestów i komentarzy, po których się tarzałam po łóżku ze śmiechu:
"Kiedyś, dość dawno temu, przeprowadzono badania na trzech osobnikach płci męskiej. Chciano udowodnić teorię, że po pierwszej inicjacji seksualnej mężczyzna zmienia swój punkt widzenia, jeżeli chodzi o partnerkę, samicę lub coś pomiędzy - rozumiesz, o co chodzi. Jeśli nie łapiesz, to ci wyjaśnię: otóż przed pierwszym razem facet (lub chłopak, względnie chłopię) nie przykuwa do seksu jakiejś wielkiej uwagi. Owszem, masturbuje się, niektórzy to robią nawet do dziesięciu razy dziennie, ale nie jest to uwarunkowane potrzebą posiadania chociaż przez kwadrans samicy. Jest to potrzeba, którą można zaspokoić samemu, nie mając żadnej baby w zasięgu wzroku. Fantazjowanie pomaga, nic więcej. Zaś po inicjacji... Człowiek się zmienia nie do poznania. "
Jeden z ciekawszych odzewów mówił coś o „badaniach amerykańskich naukowców” – wiecie, że to niby ten deseń wiarygodności. Obśmiałam się równo, ale trochę racji w tym jest. Bo to taka konwencja, proszę państwa.
Ja to napisałam.
Wszystkie, powtarzam, WSZYSTKIE fragmenty, które się znalazły w ciągu ostatnich dni na moim profilu, są mojego autorstwa i są fragmentami większego opowiadania, które się pisze już od jakiegoś czasu. Tworzę nie tylko Potwory (fragment Potwora jest w jednej ze styczniowych notek, o ile dobrze pamiętam).
Zatkało?
Pamiętajcie o prawach autorskich. :P
Szykuję jeszcze dla Was kilka niespodzianek, ale pewnie prędko ich nie zrealizuję.
Ergo – jaki był mój cel?
Chciałam zobaczyć Wasze reakcje. Większość postów pewnie nawet nie była przeczytana; wina jest po mojej stronie, bo publikowałam o beznadziejnych porach, poprawię się następnym razem. Reakcje, jak już mówiłam, były najróżniejsze, z czego największe protesty mnie śmieszyły niemożebnie, bo nie wiedzieliście, skąd to pochodzi. Zapomnijcie o jakichkolwiek badaniach, te miały miejsce w mojej chorej głowie.
I teraz pytanie – jak się czujecie z tą wiedzą i co powiecie na temat fragmentów?
Wasza
Cath
P.S. Gatitku, list dotarł, dzięki za pocztówkę :* Postaram się szybko odpisać, ale nie wiem, co z tego wyjdzie.
C.R.
Tagi: cathryn
skomentuj (1)
Czemu?
Bo siostra mieszka przez ponad pół tygodnia u narzeczonego i nie mam żadnych kwiatków do opisania. _^_
Moje życie stało się nudne. Mam na myśli to domowe, bo studenckie (z racji tego, że jestem dupa wołowa i się nie integruję z grupą) polega na siedzeniu na zajęciach lub w BUWie (wczoraj już mnie pogięło, wstałam o siódmej, by pojechać do BUWu i czytać teksty na komunizm).
Nawet się za Olką stęskniłam. Na szczęście, jest na swój sposób kochana i dzwoni. Na przykład, wczoraj chciała wiedzieć, jakiej firmy farbę używa _^_ Zawsze jakoś urozmaici ten mój Cathrynkowy żywot.
A na serio – powinnam skakać z radości. Rzadko ktoś zabiera mi laptopa, nie blokuje łazienki, całe piętro mam dla siebie… Trochę jednak smutno. Nikt na mnie nie wrzeszczy, nikt nie wrzeszczy na Heńka, Uzi cierpi z tęsknoty jeszcze bardziej, niż zwykle… xD Nudno, jak cholera. xD Ale też nie trzeba po Olce sprzątać, nie trzeba zabierać laptopa siłą, nie trzeba zmywać, nie trzeba latać do sklepu po fajki (latam po fajki mamy, więc co to za różnica w sumie xD)… Jakoś to życie wygląda. Strach pomyśleć, co by było, gdyby wyszła za mąż i obdarzyła rodziców wnukiem o.O Zgadnijcie, kto by się musiał zajmować potomkiem? Jak mam weekendy wolne i często dni, kiedy mam tylko jedne zajęcia? No właśnie. Niespieszno mi do bycia ciocią. ^^’
Chociaż się odgraża, że nie chce mieć dzieci. Akurat.
***
Życie towarzyskie cienko przędzie – wbrew pozorom mam sporo rzeczy do zrobienia. I olbrzymie (co podkreśla dwa razy w tygodniu nowa babka od czeskiego, której wszyscy już mają dość, a ja uważam, że powinna mieć więcej cierpliwości, no ale cóż) zaległości z języka. Wczoraj popełniłam (podobnie jak większość sali) głupawy błąd na „kartkówce”, co spowodowało, ż zaczęłam zachodzić w głowę, jakim cudem zdałam egzamin na koniec roku, ale potem się zastanowiłam (a miałam sporo czasu, bo autobus na Ochotę stał w korkach – jechałam ze zwolnieniem z wfu) i doszłam do wniosku, że posiedzi się miesiąc, przypomni gruntownie gramatykę i może ta *tutaj wstawcie epitet na babkę od czeskiego – mój blog na swój sposób jest kulturalny i szkoda mi bluzgać xD* przestanie się czepiać. Damy sobie radę (ale muszę się wam przyznać do czegoś – przez tę babę zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście zasługuję na te studia. Macie przyzwolenie na pieprznięcie mnie w łeb). Jeszcze jej pokażemy, na co nas stać. A przynajmniej ja pokażę… Jak odstawię kompa i będę wkuwała czeski. _^_
Ostatnio się rozleniwiłam, jeśli chodzi o dojazdy. Jak wszyscy dojeżdżający do Warszawy wiedzą, a resztę uświadamiam teraz – rozpoczęła się budowa stacji Dworzec Wileński (chodzi o drugą linię metra). W związku z czym jest tam BORDEL, naprawdę wielki BORDEL i nie chce mi się zapierniczać taki kawał drogi do przystanku*. Co więc uczyniłam? Sprawdziłam rozkład jazdy pociągów na Zachodni. Wysiadam jak panisko na Powiślu, łapię autobus i jestem na uczelni xD A wczoraj złapałam pociąg do Tłuszcza na stacji W-wa Ochota, także w ogóle była pełnia szczęścia. Omijam bajzel – tylko minusem jest to, że wcześniej wyjeżdżam z Wołomina i dłużej jadę. Mam nową stertę książek z biblioteki, także nie widzę żadnych minusów takiego jeżdżenia.
A teraz mam jeszcze pół godziny dla siebie i idę oglądać anime. O. ^^
Wasza zarobiona
Cath
*bo wszystko teraz jest inaczej rozlokowane.
Tagi: druga linia metra, moja siostra
skomentuj (0)
Kuba marudzi, że za mało o Nim piszę. Przyzwyczaił się, że się o nim mówi, także i ode mnie, swojej dziewczyny, tego wymaga. Bym chociaż wspomniała w każdej notce. _^_ Co ja mam xD
Pewnie sami zauważyliście, że – odkąd zakończyłam poprzedni związek – nie wspominam o takich aspektach. Więcej jest na profilu na Facebooku bądź na fanpage’u bloga. Miałam z Kubą pewną rozmowę na ten temat i muszę się z Wami podzielić przemyśleniami.
Ja się po prostu boję. _^_
Część z Was wie, jak wyglądały notki z poprzednich związków. Cały świat się kręcił wokół drugiej osoby, i to było widać po treści. Nie chcę, by tak było. Już nie raz mnie te notki zgubiły, ludzie przez nie się wściekali i – co gorsza – płakali, już mam dość. Ograniczam się do minimum z opowiadaniem o tak intymnych sprawach, jakimi są wszelkie związki. Nie mówię tu o innych relacjach międzyludzkich :P Mogę Wam powiedzieć tyle, że wszystko jest OK, myślę, że idzie ku lepszemu, nic złego się nie dzieje, jest cacy. I oby tak było.
Poza tym – byłam monotematyczna!!! Przeglądam archiwum i się w łeb walę z wrażenia. Nie tak powinien wyglądać poważny (ekhm) blog. Jeśli kiedyś moje dzieci dorwałyby się do tego archiwum, to by umarły ze śmiechu. ^^’ Trochę wstyd, nie sądzicie? Dlatego piszę teraz inne (czytajcie: nudne) notki. Coś tam będę wspominała o Kubie, ale bardziej w anegdotycznym wydźwięku, niż jakby miały to być peany na temat Jego i Jego bloga. ^^’ (a tak btw., jakby ktoś chciał, to mógłby do Niego zajrzeć, gorąco polecam ^^)
Przez ostatnie ileś tam miesięcy, kiedy związek powolutku raczkował, wypracowałam sobie jakiś sposób myślenia, który nie opiera się tylko na związku. I tego się trzymam. W końcu życie ma się tylko jedno i można też skupić się na sobie. Jestem egoistką? Uważacie tak? A proszę bardzo. xD Trochę racji macie, ale dopóki Kuba nie ucieka, to jest dobrze i tego się trzymajmy.
***
Obiecałam sobie, że będę zapieprzała, jeśli chodzi o naukę języków. Mowa o czeskim i francuskim. Po to studiuję tę bohemistykę, by coś wynieść z tych studiów (i nie mówię o książkach z biblioteki ISZIPu xD). Trzeba się przyłożyć, trzeba.
Po wczorajszej wizycie w bibliotece stwierdzam, że nie znam umiaru. Mam teraz… dziewięć książek do przeczytania, z czego tylko sześć jest z miejskiej, jedna z BUWu, jedna od Kuby i jedna z ISZIPu (lektura, która idzie jako pierwsza do przeczytania). Matko, mam co robić. Chyba wyrzucę ze swojego słownika słowo „nuda”.
Wasza zarobiona
Cath
Tagi: kuba, shadowlife
skomentuj (0)
Ostatnio łazi za mną sporządzenie takiego ni to rankingu, ni to zwykłej listy rzeczy, które uważam za coś mądrego, ciekawego, zachwycającego, interesującego czy po prostu zajebistego*. Nie, wrodzonej zajebistości nie posiadam, ale mam wrażenie, że taka lista podkreśli chociaż to, że troszkę oryginalności mam. Tak troszkę. Po to jest blog, by pisać bzdury o sobie, o czym już zresztą się przekonaliście wiele razy, czytając moje wypociny. Jedziemy więc:
- trzy najważniejsze osoby: mama, tata, siostra. Bez pierwszej dwójki nie byłoby mnie na świecie, bez trzeciej osoby zaś moje życie byłoby cholernie nudne.
- trzy osoby, których cząstki mam w sobie – moja prababcia, babcia i mama. Prababcia i babcia od strony mamy. Istna reinkarnacja, chociaż w przypadku mamy to po prostu odziedziczenie cechy po rodzicielu (nie uśmiercajmy jej w sieci, bo się obrazi xD Dziw, że się nie obraziła za kolczyk, a teraz to już w ogóle mogłoby być źle. O reinkarnacji w następnej notce)
- trzy przełomy w moim życiu: okres jesienno-zimowy 2009/2010, ogolenie głowy i dostanie się na studia. Chwilowo więcej nie naliczyłam. ^^’
- trzy miasta, którymi się zachwycam: Wołomin (bo to moja Anatewka, moje Bełz, sama nie wiem, co jeszcze), Kraków, Lublin
- trzy miejsca, które muszę zobaczyć, bo inaczej skisnę: Treblinka, Sobibór i Moskwa. Czemu Moskwa? A sami nie chcielibyście zobaczyć Kremla? Zestawienie jest czysto przypadkowe i długo nad nim myślałam.
- trzy książki, które muszę przeczytać, bo też skisnę i już jest wstyd, że tego nie znam – „Boska Komedia” Dantego, „Nowy wspaniały świat” Huxleya oraz „Pan Wołodyjowski” wiadomego autora.
- trzy książki, które mnie ostatnio powaliły/rozśmieszyły/zachwyciły/niepotrzebne skreślić – „Kwietniowa czarownica” Majgull Axelsson, „Wspaniała i kochana przez wszystkich (a w pracy też świetnie mi idzie)” Martiny Haag oraz „Dziewczynka w zielonym sweterku” Krystyny Chiger
- trzy najlepsze konwenty, na których byłam - pierwsza edycja Animatsuri (w ogóle), Piernicon (atrakcje) i Wanekon (ludzie!!! Wszystko inne było bueeeeee...)
- trzy filmy, które uwielbiam bezgranicznie (chociaż sama nie wiem, za co) – „Lista Schindlera”, „Bękarty wojny” i „CK Dezerterzy”
- trzy polskie filmy, które są wyjątkiem od reguły „polskie filmy ssą” – „Seksmisja”, „Kiler” oraz „Wino truskawkowe”
- trzy czeskie filmy, które uwielbiam (i tu już mogę powiedzieć, za co) – „Żelary”, „Mężczyzna idealny” (mój pierwszy czeski film!!!) oraz „Palacz zwłok”
- trzy książki, które są moją klasyką z lat nastoletnich - „Saga o Ludziach Lodu”, saga „Nigdy w życiu!” oraz cały „Wiedźmin”
- trzy postanowienia na najbliższe kilka lat: skończyć studia (z tytułem magistra – uprę się!!!), znaleźć pracę, urodzić dziecko przed trzydziestką
- trzy postanowienia na najbliższe miesiące: będę czytała lektury na analizę, będę się starała osiągnąć średnią 4.0 i będę zapuszczała włosy. Zamierzam nie ścinać ich do magistra, zobaczymy, czy wytrzymam.
- trzy rzeczy, które lubię robić w wolnym czasie ( i laptop nie jest mi do nich potrzebny) – czytanie, pisanie listów, chodzenie na grzyby z rodzicielką i psem
- trzy rzeczy, które planuję na przyszły tydzień: nie urwać się z żadnych zajęć (mogę z odwołanych xD), odebrać Hetalię z poczty i iść do biblioteki.
- trzy rzeczy, które planuję zrobić dzisiaj: ogarnąć notatki, posprzątać pokój, ogarnąć siebie.
Trzymajcie za mnie kciuki, bym zrobiła wszystko, co chcę zrobić… dzisiaj. Resztą muszę się sama zająć xD
Wasza zastanawiająca się, od czego zacząć
Cath
P.S. Kolczyk się goi, nawet mi odpuchł (jak to kwieciście podsumowała moja siostra), kontaktów towarzyskich nie zaniedbałam, leki załatwiłam, jestem prawie na bieżąco z anime, przeczytałam dwie książki – żyć, nie umierać. Dobra, łapię za odkurzacz.
C.R.
* sparafrazowany cytat z „Władców Móch”
Tagi: listy, żydzi, konwenty, cathryn, moja siostra
skomentuj (3)
Mama mnie nie zabiła (chociaż spodziewałam się po niej wszystkiego). Owszem, szczęśliwa nie była, ale rozmawia ze mną w miarę normalnie, także źle nie jest. Tytuł dzisiejszej notki zaś sponsoruje nie kto inny, tylko moja siostra, której dziwnym trafem nie przyprawiłam o zawał serca. xD Ostatnimi czasy Olka pokazuje swoje ludzkie oblicze, także i teraz mogłam zobaczyć, jak wielką miłością mnie darzy – dzwoniła do mnie kilka razy, pytając, jak reakcja mamy, czy żyję i zapewniała, że niedługo wróci i będzie mnie bronić przed wściekłą furią rodzicielki. Zapytacie na pewno o dwie rzeczy:
Szczerze mówiąc, nie wiem, czy zauważył. Jak zauważy, to nie będzie zadowolony ^^’
Monroe, do którego się przymierzałam od dłuższego czasu. ^^’
Monroe wygląda tak: http://niespodzianka.pl/presents/a68b633e29e84e79a2f9369d7eb42c7a.jpg, ale u mnie jest nieco wyżej, bo niższy mi się nie podobał. W sumie trochę teraz żałuję, że nie jest niżej, ale i tak już mam problemy z jedzeniem, także to chyba był dobry wybór. Wyjdzie w praniu za jakiś czas.
Zrobiłam go na akcji promocyjnej Citeam, kosztował mnie… Pofatygowanie się na drugi koniec Krakowskiego Przedmieścia i spóźnienie na czeski xD W ramach akcji można było zrobić sobie kolczyk albo tatuaż za darmo, w co moja mama do tej pory nie wierzy _^_ To co, trzeba skorzystać… (powiedziała Cath, gładząc sobie pejsy). Wszystko odbywało się w odpowiednich warunkach (pięć razy sprawdzałam, czy kolczyk i inne potrzebne rzeczy są sterylne), ból był do zniesienia (spodziewałam się masakry), no i teraz kuruję opuchliznę, płucząc gębę rumiankiem. Muszę dziś wykupić receptę na Trileptal, to przy okazji kupię sól fizjologiczną do spryskiwania z wierzchu, podobno czyni cuda. A przynajmniej nie dostanę zakażenia i innych niespodzianek.
Kuba mnie namawiał na ten kolczyk od dawna, teraz się nim bawi, za co Go leję po łapach ^^’ Siostra (pamiętajmy, że Olka jest dyplomowanym technikiem usług kosmetycznych) zobowiązała się do opieki nad kolczykiem, Aga stwierdziła, że dobrze wyglądam, a reszta świata go jeszcze nie widziała. Teraz ma okazję, bo się poświęciłam, cyknęłam zdjęcie i wrzuciłam na Fejsbuczka (w ramach nieustannego robienia z siebie debila).
Moje wrażenia? Już się przyzwyczajam do tego, że jak się głośno śmieję, to mi kolczyk zahacza o dziąsło (jest długi, bo takimi się przekłuwa. Jak mi się ranka wygoi, to zmienię na mniejszy i będzie po problemie), nie mogę odgryzać dużych kęsów, co jest ździebko wkurzające, bo wolniej jem. Poza tym nie mogę pić alkoholu (AHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!! xD). Chwilowo mam odwyk od chipsów, nie wiem, czy sól mi tego bardziej nie podrażni, lepiej nie ryzykować (poza tym przyda mi się przerwa, bo się roztyję). Opuchlizna też przeszkadza, ale za jakiś czas zejdzie i miejmy nadzieję, że dalej będę zadowolona. Jak nie, to podobno blizna zostaje tylko na jakiś czas. ^^’ Na czas studiów mogę go mieć, bo potem nie wiem, jak z ewentualną pracą. I tyle na temat kolczyka, jak będę miała nowe doświadczenia, to wam o tym niezwłocznie napiszę.
Wasza przekłuta
Cath
P.S. Na studiach bajzel, w Służbie Zdrowia bajzel, jedna praca domowa zadana (muszę iść do BUWu) – nie jest źle, może mi się uda w tym tygodniu skończyć K-On!’a. I muszę poprawić czytelnictwo, bo ostatnio kuleje.
C.R.
Tagi: moja siostra
skomentuj (0)