2010-03-21 15:57:28 >> Twardym trzeba być, a nie miętkim siurkiem! xD

Dobra. Ponarzekałam, popłakałam, miałam doła. Czas się wreszcie zabrać do roboty (widzicie, z moim charakterem nawet doły nie mogą wygrać :P). Chociaż nie chce mi się nic związanego ze szkołą robić... ><" Szczyt lenistwa.
Obudziłam się dzisiaj przed ósmą. Leżałam chyba kwadrans, gapiąc się w sufit i przytulając do siebie misia, którego od Niego dostałam. Ale nie chciałam już płakać. Nie chciałam się zastanawiać, czy zostanę sama. Optymizm wziął górę i wreszcie jakoś się pozbierałam. Nie można marnować życia na doły, do cholery! Co ma być, będzie. Nie mam na to praktycznie żadnego wpływu - albo będę biernie to obserwować, albo tylko pogorszę sytuację. Więc? Jedyne, co mi pozostało, to kopnąc się w tyłek i zacząć się na nowo na poważnie uczyć. Znowu się rozleniwiłam (chociaż ciągle coś czytam ^^'). Jeśli przez to opuszczę się w nauce, dostanę takiego kopa, że się rozbiję o księżyc ^^'
Ergo. Wreszcie do mnie dotarła jedna rzecz. Nie mogę się dodatkowo zamartwiać. Ma rację, mówiąc, bym się tym nie przejmowała (bo jak ja się przejmuję, to dopiero są cyrki, zresztą, wiecie o tym ^^'). Muszę w Niego wierzyć. I trzymać mocno za Niego kciuki, a jak jest obok, to za rękę.
Widzę w Jego oczach, że chce być ze mną. Nie ukryje tego przed nikim.
Jeśli ja nie będę w Niego wierzyła, to kto będzie?
Dlatego rusz się, Cath, i ogarnij ^^'
Już, żadnych dołów, żadnych smutów. Choćbym miała Go miesiąc nie widzieć, nie mogę mieć doła. Muszę być silna.
Wasza zwarta i gotowa na wszystko
Cath
P.S. I mogę wam obiecać jedno: w razie czego będę gryzła i kopała w Jego obronie. By inni wiedzieli, że mi na Nim zależy. Ale to w ostateczności ^^'
skomentuj (0)




2010-03-19 23:53:30 >> "Znikąd się więcej nie dowiem, niż z oczu twych..."

Ewentualna samotność boli. Myśli bolą.
Mam paskudny nastrój, jak widać.
Tzn. nie jest niesamowicie paskudny. Po prostu z wieloma rzeczami nie umiem sobie teraz poradzić i nie wiem, kiedy się nauczę i czy w ogóle sobie poradzę.
Rozmowy z ludźmi dużo mi dają, ale największy ból jest w tym, że nie mogę z nimi rozmawiać. Bo potem boli bardziej.
Strach... Boli chyba najbardziej. Człowiek może się bać dosłownie wszystkiego. Ja boję się tylko o jedno i chwilami to właśnie jest niezrozumiałe. Dla mnie i nie tylko.
Zależy mi. Zależy mi, jak jasna cholera. Bo zobaczyłam, że jak Jego nie będzie, to nie będzie świata. Wszystko się zawali. Cały mój światopogląd, marzenia, chęć życia.
Niby nic się nie dzieje, ale wiem, że się coś czai. Czeka na odpowiedni moment, załamanie, cokolwiek. I wtedy dopiero kurewsko zaboli.
Nie jestem w stanie wyobrazić sobie tragedii, jakie wywołałam swoją osobą. Nie umiem, bo widocznie odczuwam inaczej niż inni. Ale podczas ostatniego maratonu rozmyślań zauważyłam, że świat byłby zupełnie inny. Inny, przez moje wyrwane z korzeniami serce, złamaną psychikę i oczy, skierowane w stronę miejsca, gdzie w domu mogą być żyletki.
Nigdy w życiu nie byłam tak zakochana i nigdy tak się nie zaangażowałam. Wyziera ze mnie egoizm, ale... Nie umiem inaczej. Nie umiem. Nie umiem żyć. A chcę. Lecz tylko z Nim.
Wiem, że ranię tych, których kocham. Że zawracam im głowę, że odciągam ich od własnych problemów, od rodzin, od wszystkiego. Czasami zastanawiam się, co by było, gdybym wyjechała. Gdzieś, gdzie nikt mnie nie zna, gdzie mogłabym spróbować żyć w taki sposób, by nikt nie mógł się do mnie przywiązać.
Wciąż mam wyrzuty sumienia. Za wiele rzeczy. Za wszystko was, moi drodzy, teraz bardzo mocno przepraszam. Za to, co zrobiłam z zimną krwią i świadomie oraz za to, co było niechcący, na co często nie miałam wpływu. Potrzeba ukorzenia się przed kimś jest niesamowita, powala mnie.
Dałabym sobie wyrwać język,usunąć macicę i wyłupić oczy, byleby tylko ludzie mi bliscy byli szczęśliwi. Wszyscy, bez wyjątku.
W chwili obecnej, w czasie pisania tej notki, nie tęsknię. Jakoś tak wyszło. Zwykle tęsknota nie daje mi spać, nie daje mi się skupić (a matura tuż, tuż). A teraz cisza.
Dobrze dzisiaj było.
Odkąd uświadomiłam sobie, ze Jego może nie być, staram się coś z tym zrobić. Ciężko jest. Ale na wiele rzeczy, niestety, nie mam wpływu. I to boli.
Dobra. Do jutra (tj. do soboty) zostało już tylko 10 minut. Posmucę się przez ten czas, raz walnę łbem o ścianę, krwią przemyję sobie okulary i padnę spać. Mam masę roboty w ten weekend, więc nie będę miała ani chwili na doła. Zresztą, w sumie teraz nie mam. Nie powinnam w ogóle brać czegoś takiego pod uwagę.
Staram się, ale coraz częściej przychodzi mi do głowy myśl, że nie zasługuję na Niego.
Nie wiem. Już nic nie wiem. Chociaż, nie, wiem jedno - On jest dla mnie całym światem.
C.R.
skomentuj (0)




2010-03-17 15:20:57 >> "First Nazi concentracion camp was Dachau. It was built in 1936..." xD

Tymi dwoma zdaniami zabiłam wczoraj Agę i Pawła przed angielskim :P Chodziło o to, że fajnie by było, jeśli moglibyśmy na ustnej maturze gadać o swoim hobby, zamiast losować tematy. Jaki był ich odzew?
"Kur..., ona nawet po angielsku może gadać o Żydach" xD
***
Maraton uczenia się trwa. Przerywany siedzeniem w szkole, spaniem, jedzeniem i oglądaniem anime (kurde, muszę mieć jakąś przyjemność, skoro nie oglądam telewizji, nie czytam książek innych niż lektury, a w internecie mam mało do sprawdzania). Skończyłam wczoraj "Granicę", zajęła mi dwa dni, jestem z siebie dumna. Co jeszcze? "Jądro ciemności", opracowanie "Zbrodni i kary" (zapomniałam o tym i teraz nadrabiam), wiersze i "Ferdydurke", dzielnie rozpracowywane. I potem czas na II WW xD Cieszmy się i radujmy.
Notka powstaje na prośbę Melanka, bez której żyć nie mogę, jednocześnie jest dedykowana Pawłowi, za to, że jest i mówi mi, że jestem głupia ><" Ostatnio moja głupota miała pole do popisu, ale o tym innym razem. ^^'
Skończyłam dzisiaj Soul Eatera. Padam Dżemowi do nóżek za to, że mi wcisnęła to anime. Naprawdę, miałam ubaw po pachy i po cichu liczę na drugą serię xD Co w planach? Seitokai no Ichizon, bo mi zaśmieca dysk oraz Lucky Star, bo mnie Kendey (pozdrawiam) namawia. Sam ma fazę i chce, by inni mieli - proszę bardzo xD
Dzisiejsza poprawa z ostrosłupów wprawiła mnie w bardzo dobry nastrój. Zresztą, od wczoraj non stop się śmieję, bo Maciek zajął pierwsze miejsce w Sasinie w konkursie o Katyniu (dumna jestem ^_^). Pasmo niespodzianek i radości. I bardzo dobrze - ostatnie dni były koszmarem. Wywołanym przeze mnie, ale dość ^^ Najważniejsze, że wszystko jest ok.
Za to zostałam bez telewizora - Krzysiek, mój obecnie były szwagier, się wyprowadził, a jako, że pożyczył mi swój telewizor... Mam trochę wolnej przestrzeni i już wiem, co tam postawię. Tylko muszę oddać gramofon do naprawy xD
Dobra. Tym razem nie mam genialnego pomysłu na notkę. Proszę mi wybaczyć xD
Wasza chcąca pójść do biblioteki, bo skiśnie xD
Cath
P.S. A przede mną masa roboty... PP, religia, jutrzejsza historia, Wos, matma... ><" Ale już będzie lepiej. Zobaczycie ^^ W piątek spotkamy sie z Maćkiem i będzie dobrze. :)
skomentuj (2)




2010-03-12 14:26:05 >> Z czego się śmieje młoda (prawie) polonistka, cz.1

Nie czytacie. Nie komentujecie. Toż to pojęcie ludzkie przechodzi... :P Tak z was pożytek, moi drodzy :P Mimo tego piszę dalej, gdzieś się wyżyć muszę.
Przeglądając "Jarmark rymów" Tuwima (w poszukiwaniu wierszy międzywojnia, które mogę przerobić z opracowaniem w ramach powtórki maturalnej), znalazłam dzieło genialne. Mel również przyznała, że jest genialne, więc to nie moje jakieś widzimisię :P Oto owo dzieło:

"Jak Bolesław Leśmian napisałby wierszyk Wlazł kotek na płotek"

Na płot, co własnym swoim płoctwem przerażony,
Wyziorne szczerzy dziury w sen o niedopłocie,
Kot, kocurzak miauczurny, wlazł w psocie-łaskocie
I podwójnym niekotem ściga cień zielony.

A ty płotem, koicugo, chwiej,
A ty kotem, płociugo, hej!

Bezślepia, których nie ma, mrużąc w nieistowia
Wikłające się w plątwie śpiewnego mruczywa,
Dziewczynę-rozbiodrzynę pod pierzynę wzywa
Na bezdosyt całunków i mękę ustowia.

A ty płotem, kociugo, chwiej,
A ty kotem, płociugo, hej!

Fajne, nie? xD Tuwim był geniuszem. Pochodzącym z żydowskiej rodziny xD MUSIAŁAM, MUSIAŁAM to powiedzieć.
Ale miał fascynacje proradzieckie, dlatego nie jest koszerny. O. :P
***
Od wczoraj mam praktycznie nieprzerwany maraton powtarzania lektur i uczenia się logarytmów. Powtarzanie polega na tym, że czytam i porządkuję materiały, co w sumie nic poza idealnym ładem nie daje, a matma to dzielne uważanie i skupianie się na lekcjach xD Dzięki temu dzisiejsza matematyka upłynęła mi szybko i przyjemnie. Dowartościowuję się, kiedy wiem, jak coś obliczyć xD Jutro wielkie uczenie się na klasówki z ostrosłupów i brył obrotowych z Melankiem... Będzie powtórka z trygonometrii, gdzie po kilku godzinach zakuwania i kombinowania wyglądałyśmy jak żywe trupy? Zobaczymy :D
Co poza tym... Dziś mam wolne. Doitsu, mój kochany Doitsu ma sporo rzeczy do pozałatwiania, więc widzieliśmy się wczoraj. Słońce i stosunkowo ładna pogoda sprawia, że jest dobrze. Spokojna atmosfera, sprzedawanie mi kopów na rozpęd, bym się więcej uczyła... Na złość Jemu będę miała 90% na podstawie :P Tylko nie wiem, jakim cudem, skoro te klucze odpowiedzi są jakieś kosmiczne ><"
Plany na najbliższe kilkanaście godzin? Cóż. Na razie mam urlop od anime (za dużo się leniłam w tym tygodniu), więc do ósmej postaram się przerobić chociaż połowę poetów dwudziestolecia międzywojennego. I jak najwięcej "Fausta", chociaż Goethe mi dzisiaj wyjątkowo nie idzie (głowa boli ><"). I "Gloria victis", bo tego akurat jeszcze nie powtórzyłam. Potem na TVN-ie będzie "Testosteron", może zerknę w przerwie między jednym wierszem a drugim. Później rzucę naukę w diabły na rzecz "Death Proofa" na Jedynce xD Jeszcze tego nie oglądałam, czas to zmienić. Kocham Tarantino i chcę mu urodzić dzieci xD
Oj, zapierdziel teraz będę miała porządny. Polski polskim (międzywojnie się porzerobi dość szybko, druga wojna światowa to czysta przyjemność xD, współczesność mnie nie powala, potem ostry zakręt i biorę się za antyk), a co z matmą? I angielskim? Z matmy leżą u mnie ciągi i funkcje, kompletnie tego nie łapię. Angielski to będzie, jak mawia Kropa-chan ^^, lux-malina. Krótkie formy wypowiedzi, jakieś tam pierdoły i przede wszystkim jedno - opisywanie obrazka. To już może będę przerabiała z Doitsem, lubi mnie gnębić in other language xD Albo Adze będę opowiadała o kolejnym odcinku Soul Eatera lub o jakimś wierszu po angielsku i wszyscy będą zadowoleni.
Po maturze najpierw pójdę na kremówkę do Oskroby, a potem klapnę na środku dywanu u siebie w pokoju i nie będę wiedziała, za co się zabrać.
A tymczasem wracam do Fausta... Ale tym razem dodatkowo odpalę sobie streszczenie. Goethe mnie powala (zwłaszcza Werter :P).
Wasza w dzikim szale twórczym i naukowym (kurde, ale powtarzanie polskiego do matury to naprawdę czysta przyjemność xD)
Cathryn vel Stara Żydówa
P.S. I wszyscy się uwzięli na wypominanie mi żydostwa. Całe życie pod górkę, moi drodzy xD
skomentuj (5)




2010-03-07 21:43:28 >> Baby, are you happy now...?

Oscary! Oscary! Oscary!!! ^^ Czyli wielki szał w życiu Cathrynka. Mam słabość do komerchy, wszyscy o tym wiedzą (zwłaszcza, kiedy w TV leci Eurowizja ^^ O właśnie, kolejny finał za dwa miesiące! :P), a ostatnio Oscary stały mi się jakoś bliższe po tym, jak Ledger został pośmiertnie nagrodzony. Człowiek zaczyna wierzyć, że sprawiedliwość istnieje na tym świecie :) Teraz będzie pewnie więcej powodów do świętowania, ponieważ zostały ogłoszone następujące nominacje:
Najlepszy film - "Bękarty wojny" (wiem, pewnie i tak "Avatar" dostanie, ale to zawsze coś miłego)
Najlepszy aktor drugoplanowy - Christoph Waltz (niezapomniany Hans Landa w "Bękartach wojny" - statuetka prawie pewna, wg mnie ma beznadziejną konkurencję :P)
Najlepsza aktorka drugoplanowa - Penelope Cruz ("Nine" *_*; do tej pory na samo wspomnienie ciemnej sali kinowej, ciepłej dłoni na mojej i jej gorsetu robi mi się gorąco :P)
Najlepsza reżyseria - Quentin Tarantino, "Bękarty wojny" :P
Najlepszy scenariusz oryginalny - "Bękarty wojny" by Quentin Tarantino;
Najlepsze zdjęcia - "Bękarty wojny"
Najlepsza muzyka - Hans Zimmer... Nie, nie w "Bękartach wojny", tylko w "Sherlocku Holmesie" :P
Najlepszy montaż - "Bękarty wojny"
Najlepszy montaż dźwięku - "Bękarty wojny"
Najlepszy dźwięk - jak myślicie? Oczywiście, "Bękarty wojny" xD
W sumie mój ukochany film ostatnich kilku lat ma... Osiem nominacji. Albo coś przeoczyłam, albo źle liczę. Eniłej... Wiadomo, że za film i reżyserię nic nie będzie. A za reżyserię powinno być! W końcu pierwszym oskalpowanym nazistą w filmie był sam Tarantino :P A to wielkie poświęcenie ze strony reżysera. :P Dobra, na serio... Będzie jedna (za rolę drugoplanową), to i tak będę skakała z radości. Podobnie jak inni entuzjaści tegoż dzieła :P
***
Zbliżająca się matura dobija. Wiem, na studiach będzie gorzej, ale ile można mieć wrażenie, że jak nie będziesz się uczyć całymi dniami i zarzynać się dla ocen, twoje życie zostanie przekreślone? Kurde, to wszystko jest chore. Inaczej nie da się tego opisać.
Najbliższe mi osoby praktycznie nie spełniają powyższych twierdzeń. Mało się uczą, wciąż korzystają (chociaż w niewielkim stopniu) z uroków życia. A ja? Wczoraj się uczyłam kilka godzin trygonometrii, a dzisiaj zaczęłam powtarzać Młodą Polskę. I tyle. Nic mi się nie chce. Nawet, jak mam parę godzin wolnego, nie wiem, co z tym zrobić. Wiosna, kurde mać, rozleniwia.
Ściągam anime gigabajtami, redukując powolutku jedynie zapasy Soul Eatera. W miarę możliwości, z czasem coraz bardziej krucho. Mam do zaliczenia trzy sprawdziny z matmy, a w czwartek kroi się kolejny... Fajnie. Najważniejsze, że na trygonometrię umiem, a na ostrosłupy i bryły obrotowe muszę sobie powtórzyć. I będzie dobrze. Może zdam maturę ^^'
Ostatnio z Maćkiem oglądałam "Listę Schindlera", sama nie do końca wiem, który raz. Chyba trzeci. Uwielbiam ten film. Będę tylko miała okazję (nie, pielgrzymka do Częstochowy się nie liczy :P), pojadę do Płaszowa i z powrotem do Fabryki vel Nocnikarni ^^' Moje żydołactwo rośnie w takim tempie, że niedługo urosną mi pejsy ^^' Notabene, znalazłam dwie nowe, wydaje się, że fajne książki. Na prezentację - jedna o Oświęcimiu (od strony literackiej - tyle tego, co kot napłakał, ale może być), druga o Płaszowie. I git - zdam maturę. ^^
Przede mną pracowite dwa miesiące. Powtórka do matury, zaliczanie przedmiotów w tempie błyskawicznym, prezentacja maturalna, pielgrzymka dwudniowa, okulista i soczewki (probably), a fajnie by było jeszcze skończyć tego Soul Eatera ^^ (przede mną 25 odcinków... Może do matury się wyrobię ^^'). I obejrzeć świeżo ściągnięty trzeci sezon Sailor Moon - tradycja wiosenna, jeden sezon. Z drugiej strony... Tuż po maturze jednak będzie wiosna, nie? :P Kombinuję jak koń pod górę.
A co poza tym? Tęsknię. Tęsknię za tym, kiedy mieliśmy dla siebie więcej czasu. Chyba każda dziewczyna tak ma, nie? Ale do matury już niedaleko, napisze się, zaliczy, zda i będzie już pełnia szczęścia. I hope so.
Wasza zaoglądana ^^'
Cath vel Old Jewish Woman ^^

skomentuj (2)




2010-02-25 20:55:40 >> He's my heroine...

Nauka nie idzie mi tak, jak planowałam. Ciągle mnie coś odciąga, książki odrzucają, najlżejszy podmuch powietrza boli... Nie, nie mam doła. :P
Do matury zostało coraz mniej czasu. W przerwach między siedzeniem w szkole a spaniem zdążyłam się już kilkanaście razy zirytować, parę razy wrzasnąć (w tym na własną matkę), ściągnąć masę anime, przeczytać "Nad Niemnem", "Giaura" i sporo nowelek, przerobić pozytywizm i pół romantyzmu, paść na ryj niezliczoną ilość razy, obejrzeć "Vicky Cristina Barcelona" oraz "Astropię" i napisać kawałek listu do Mizuyashi. Dużo? Nie sądzę.
Złośliwość losu boli. Bycie taką, jaką jestem, też boli. Nie, powtarzam, nie mam doła. Dzisiaj mam taki dzień, że dumam. Zwyczajnie w świecie.
Czasami wracam wspomnieniami do marzenia z końca ferii - żeby zaszyć się w domu, najlepiej się schować we własnym pokoju i spać. Albo robić coś, co nie wywoła większej tęsknoty.
Mało mi. Mało, ciągle mało. Czy to już choroba?
Raz w tygodniu to mało. Rozmowa telefoniczna co dwa, trzy dni to mało. Za mało. Siedzę i mam ochotę wyć.
***
Uzależniłam się. Nie chcę wychodzić z nałogu, ale obywanie się bez tego, co mnie podtrzymuje przy normalności, jest zaskakująco ciężkie. Nie zdaje sobie sprawy z tego, co ze mną robi, może to i lepiej...
Już szukam czegoś, co mi pomoże wytrzymać do każdego piątku. Boję się.
Wasza
Cath
skomentuj (1)




2010-02-18 19:35:02 >> "When you hold me, don't just hold me but hold this!!!"

"Nine". Chyba najlepszy film na Walentynki, jaki mogłabym polecić. Albo na rocznice, albo na cokolwiek związanego z dwojgiem kochających się ludzi. Nie jest co prawda taki, jak "Chicago" (wszyscy wiecie, że mam fioła na punkcie tego musicalu), ale są tam powalające sceny. "Be Italian"... Jakbym mogła, to bym zjadła kobietę, która by się przede mną ruszała jak Fergie. W całości, od razu, nie patrząc na wywoływany skandal. W kinie siedziałam w tym momencie z rozanieloną miną, patrząc tylko, jak wirują ciała w deszczu piasku. Tak, robi wrażenie... Na mnie zrobiło ogromne. Chcę mieć ten film ^^ Podobnie, jak chcę mieć "Bękarty" (a, właśnie, Christopher Waltz dostał nominację do Oscara za rolę Hansa Landy! Oby mu przyznali tę statuetkę, był fenomenalny). Wracając do "Nine"... Ktoś wie, gdzie można kupić fajny, tani gorset? xD Dobra, żarty na bok, kasy nie mam.
Nauki przede mną od groma. I ciut, ciut. A chęci nima... No dobra, mam ochotę akurat na czytanie "Nad Niemnem", ale jeżeli chodzi o resztę... Optymizm wyparowuje. Dzielnie powtarzam pozytywizm, głównie w szkole, w domu nadrabiam Orzeszkową (jak się w drugiej klasie nie czytało, to się ma ten problem). Nie powiem, ze bez przyjemności. Ale... Gdyby było tam więcej rubaszności, to bym była bardziej zadowolona ^^
Wariuję. Jak widać na załączonym obrazku.
O, właśnie - Pawle drogi, wszystkiego najlepszego z okazji jutrzejszych dziewiętnastych urodzin :)
Krótko. Teraz częściej będą się pojawiały takie właśnie krótkie notki.
Wasza marząca
Cath vel S.Ż.
skomentuj (0)


Szablon wykonała Effy, pobrano z szablony.blogowicz.info
Wspierane przez: Blog & dodatki na bloga.
Grafika: sxc.hu